czwartek, 4 lipca 2013

"lekarz...yna"

Czasami zastanawiam się czy lekarze pracują za karę? Czy nie potrafią odczuwać satysfakcji z tego, że leczą ludzi a przy okazji żyją na odpowiednio wysokim poziomie dzięki zarobionym pieniądzom.
Powinno się przeprowadzić dyskusję dlaczego niektórzy lekarze są tak bardzo  niemili dla swoich pacjentów? Być może nadmiar odpowiedzialności- w końcu odpowiadać za czyjeś życie, decydować o nim- o sposobie leczenia, wyborze drogi jaką pójść w leczeniu, postawieniu właściwej diagnozy... chociaż coraz mniej wydaje mi się to możliwe... większość których spotkałam nie wykazuje większego zainteresowania pacjentem. Potrafią nawet podczas wizyty- dzwonić w sprawach prywatnych, ustalać wakacje, spotkania. A pacjent który czekał kilka miesięcy na wizytę do "specjalisty" trwającą 15 min ( z czego sprawy prywatne lekarza to 5 min a 5 to sprawdzanie peselu itp uzupełnianie danych). A te 5 min to czas poświęcony pacjentowi.

 Czy można mówić o właściwej diagnozie gdy nie chce się zbadać pacjenta, poznać jego problemów zdrowotnych?

 I jak ma czuć się pacjent który czekał na wizytę, ba najpierw czekał- na możliwość zapisania się ( a bo teraz nie zapisują, o nie ma miejsc, bo przełom roku, zapisy od stycznia, nie od początku ale od 10, a potem się dzwoni i mówią, że zapisy od lutego itd). I  gdy udało się zapisać, czekał kilka miesięcy. W końcu w wyznaczonym dniu pojechał, czasami tłukł się kilkaset kilometrów na "wizytę do specjalisty". Podróż daleka wiadomo- dzień wolny pacjenta i czasami opiekuna pacjenta, w końcu mówimy o osobach chorych, nie każdy sam może podróżować. Pieniądze wydane na bilety czy paliwo. Poranne wstawanie, śniadanie w samochodzie czy autobusie. W końcu pacjent dociera do wojewódzkiego szpitala, czy jakiejś innej jednostki służby zdrowia. Po przeprawie przez rejestrację trafia pod gabinet, gdzie każdy wchodzi jak chce , a znajomi lekarza bez kolejki. Czekanie jest nieodłącznym elementem wizyty, oczywiście czeka, w końcu dzień wolny, koszty podróży no i zdrowie, zdrowie najważniejsze. Pacjent żyje myślą " ten lekarz mi pomoże, skieruje na badania, pomoże".
Wizyta. Na wizycie okazuje się , że lekarz planuje urlop, że zmęczony bo ma dużo chorych... A pacjent czuje się jakby był w nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiedniej porze, a przecież czas i godzina są zgodne z tym co ma na kartce z rejestracji. To miał być jego czas- jego długo wyczekiwany czas. A ten czas zajmuje lekarz swoimi sprawami.
W końcu pacjent mówi z czym przyszedł, ale nie nie, nie może dokończyć, bo musi pani pielęgniarka sprawdzić pesel, bo musi adres zapisać itd Pacjent próbuje podejmować temat swojej osoby, ale czuje że nikogo to nie obchodzi. W końcu lekarz stwierdza, że inni czekają i że na pacjenta ma 15 minut a przerwy nie było dawno, więc może szybciej powie o co chodzi...a w myślach lekarz ma "idź już sobie".

Trochę bez sensu te całe leczenie gdy mamy takich lekarzy.
Szkoda że mojego bloga nie czytają;)
Powinno się coś zmienić w sposobie uczenia ludzi na lekarzy, w doborze osób, więcej psychologii, więcej bycia człowiekiem.

Oczywiście są też dobrzy lekarze, wybitni specjaliści, ale o nich innym razem.

1 komentarz:

  1. Lekarze... Temat rzeka... Ja przez lekarzy straciłam bliską mi osobę... Wykluczyli chorobę, która była już w stanie zaawansowanym... Maskara!!! Powinni odpowiadać przed Sądem za złe diagnozy...
    Ostatnio mojej przyjaciółki mąż był leczony antybiotykami na nerki, a miał zapalenie płuc - bez komentarza!!!

    OdpowiedzUsuń