piątek, 31 maja 2013

Wybaczam, nie zapominam

Nie potrafię zapomnieć gdy ktoś mi coś złego zrobi, obrazi, skrzywdzi. I choćby potem ta osoba robiła wszystko by się poprawić, by było "normalnie" to nadal słyszę te słowa które mnie tak bardzo zraniły. Czy da się to jakoś wymazać z pamięci? Złagodzić? Wiem, że trzeba wybaczać, odpuszczać. Odpuszczam, wybaczam, staram się zapomnieć ale nie umiem.... ciężko jest mi z tym.
Jest taka  " nigdy nie zapomnij wyrządzonego tobie zła..." i niestety ja nie umiem zapomnieć.
Czy powiedzieć tej Osobie, że nadal mam uraz do niej? Czy może pozostawić tę informację dla siebie? Nie wiem co zrobić, ale udawać nie potrafię...


czwartek, 30 maja 2013

Przyjźń- Babcia i gąska

Pewnego pięknego dnia Dziadek zrobił Babci prezent- kupił jej gąski ( by mogła piórka podskubywać na poduszki). Babcia lubiła gąski więc sprawił Jej dużą radość. Gąski pasły się na wsi przez kilka lat w coraz to mniejszej ilości. Dziadek zmarł niespodziewanie.  Została jedna gąska od Niego. Babcia postanowiła przeprowadzić się do innego domu w innej ( większej) wsi. Odwiedzała stary dom, gdzie pozostałą część jej Rodziny i gąska. Gąska mająca ok 10 lat straciła jedno oko, ale radziła sobie doskonale. Królowała nad kurami, kaczkami. Zawsze miała najwięcej do powiedzenia- do wygęgania:) raz wysiedziała kacze jajo i małą kaczuszkę nosiła na plecach. Innym razem stadko kaczek adoptowała i oprowadzała po podwórku. Potem wszystkich czekała przeprowadzka i gąskę też. Babcia była zadowolona. Mijały lata. Gdy gąska straciła drugie oko, Babcia podsuwała jej pod dziób sałatę, którą sadziła tylko dla niej, dawała jej chlebek i pilnowała by zjadła, by nie dopadły jej jedzenia kury. Gąska dość długo była silna, jednak pod koniec osłabła więc Babcia nosiła ją na trawkę by się popasła, pobyła na słonku,nosiła ją do wanny pełnej wody, by popływała, ochłodziła się i wymyła. Wtedy wyglądała na tą gąskę którą pamiętam z dzieciństwa- silną przywódczynie stada, troskliwą matkę adoptowanych dzieci, przyjaciółkę Babci... A Babcia zawsze przy niej była. Niestety natura jest nieubłagana i przypomniała sobie o gąsce. Na szczęście i tak dość późno ale i tak za wcześnie. Gąska odeszła w wigilię Bożego Narodzenia mając 28 lat.

środa, 29 maja 2013

Dni, Których Nie Znamy

...Jak rozpoznać ludzi, których już nie znamy?Jak pozbierać myśli z tych nieposkładanych?Jak odnaleźć nagle radość i nadzieję?Odpowiedzi szukaj, czasu jest tak wiele...
Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamyWażnych jest kilka tych chwil, tych na które czekamyWażne są tylko te dni, których jeszcze nie znamyWażnych jest kilka tych chwil, tych na które czekamy

wspomnienia do ocalenia

Zastanawiam się nad tym zagadnieniem już od dawna, chyba od zawsze... odkąd pamiętam.
Jako dziecko wiedziałam, że szczęściem jest uścisk ukochanych Rodziców czy Babci, naleśniki z jagodami, wyprawa do lasu na poziomki, kąpiel w jeziorze a potem jedzenie kanapek nad wodą, szaleństwo z Rodzeństwem. Szczęściem była piękna pogoda i zabawa do późna na podwórku do kolejnego wołania Mamy "dzieci do domu". Gdy była zima i mróz to też nie był nieszczęścia bo były ocieplacze i sanki, śnieżki, ślizganie na kałużach, budowanie igloo (zawsze bez dachu). Deszcz też nie smucił bo były koty i psy w domu wymagające nieustannej zabawy i karmienia (choć były zapewne objedzone).
Bycie małą projektantką dawało szczęście więc zwierzęta jak i lalki posiadały obrania szyte na miarę. Materiały pochodziły z okien ( zasłony), za małych naszych ubranek albo były to kolorowe resztki materiału od panki krawcowej. Ileż szczęścia dawał taki prezent- te resztki, ścinki tkanin były jak złoto. Sprawiały tyle radości. Szyłyśmy z Siostrą sroje lalom, marzyłyśmy, że kiedyś będziemy projektantkami mody, modelkami, księżniczkami i też będziemy nosić takie suknie. Och, wspaniałe marzenia, wspaniałe!
Miałyśmy też pomagać małym kotkom i innym zwierzaczkom. Pomagałyśmy, dokarmiałyśmy króliki-mleczem, kaczki- robakami, koty-rybami, psy-kotletami z obiadu, owieczki- mlekiem. Leczyłyśmy drzewa,kopałyśmy robaki, łapałyśmy ryby. Wszystko to dawało tyle szczęścia, że nawet nikt nie zastanawiał się czym ono jest. Po prostu było, trwało.

Pragnęłabym by i następne pokolenia też wiedziały co to szczęście, co to prawdziwa radość.
Smutkiem napawają mnie myśli że dzieci które siedzą przed komputerem, nie wiedza co tracą, dorośli czasami też są temu winni. Mamy wymówki, ulubiona to "brak czasu" ale to przy innej okazji....

czekając na wizytę- obawy

Czekając na wizytę do lekarza denerwuję się. Chcę już być u niego i dowiedzieć się co mi powie. Choć z drugiej strony boję się. Paraliżuje mnie myśl, że mogę dowiedzieć się czegoś co zmieni moje życie,życie bliskich co może mnie załamać... i tak słaba jestem... może nie słaba, co słabo się czuję. Chcę by było już dobrze, nie chcę już złych nowin, łez. Chcę móc cieszyć się z życia.