Zastanawiam się nad tym zagadnieniem już od dawna, chyba od zawsze... odkąd pamiętam.
Jako dziecko wiedziałam, że szczęściem jest uścisk ukochanych Rodziców czy Babci, naleśniki z jagodami, wyprawa do lasu na poziomki, kąpiel w jeziorze a potem jedzenie kanapek nad wodą, szaleństwo z Rodzeństwem. Szczęściem była piękna pogoda i zabawa do późna na podwórku do kolejnego wołania Mamy "dzieci do domu". Gdy była zima i mróz to też nie był nieszczęścia bo były ocieplacze i sanki, śnieżki, ślizganie na kałużach, budowanie igloo (zawsze bez dachu). Deszcz też nie smucił bo były koty i psy w domu wymagające nieustannej zabawy i karmienia (choć były zapewne objedzone).
Bycie małą projektantką dawało szczęście więc zwierzęta jak i lalki posiadały obrania szyte na miarę. Materiały pochodziły z okien ( zasłony), za małych naszych ubranek albo były to kolorowe resztki materiału od panki krawcowej. Ileż szczęścia dawał taki prezent- te resztki, ścinki tkanin były jak złoto. Sprawiały tyle radości. Szyłyśmy z Siostrą sroje lalom, marzyłyśmy, że kiedyś będziemy projektantkami mody, modelkami, księżniczkami i też będziemy nosić takie suknie. Och, wspaniałe marzenia, wspaniałe!
Miałyśmy też pomagać małym kotkom i innym zwierzaczkom. Pomagałyśmy, dokarmiałyśmy króliki-mleczem, kaczki- robakami, koty-rybami, psy-kotletami z obiadu, owieczki- mlekiem. Leczyłyśmy drzewa,kopałyśmy robaki, łapałyśmy ryby. Wszystko to dawało tyle szczęścia, że nawet nikt nie zastanawiał się czym ono jest. Po prostu było, trwało.
Pragnęłabym by i następne pokolenia też wiedziały co to szczęście, co to prawdziwa radość.
Smutkiem napawają mnie myśli że dzieci które siedzą przed komputerem, nie wiedza co tracą, dorośli czasami też są temu winni. Mamy wymówki, ulubiona to "brak czasu" ale to przy innej okazji....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz